English Español Français Deutsch Italiano Český Polski Русский Română Українська Português Eesti 中文

Współczesna wiedza o Bogu, Ewolucji, sensie życia człowieka.
Metodologia duchowego doskonalenia się.

 
Sztuka bycia szczęśliwym (wykład leśny)
 

Ekopsychologia/Sztuka bycia szczęśliwym (wykład leśny)


Sztuka bycia szczęśliwym
(wykład leśny)

Umiejętność emocjonalnego dostrajania się do PIĘKNA, DELIKATNOŚCI I SUBTELNOŚCI przyrody ożywionej pozwala nam pozyskać harmonię wewnętrzną, co jest niezbędne dla pozyskania odczucia szczęścia oraz stałego odczuwania RADOŚCI ŻYCIA. Jest to także najważniejszy składnik doskonalenia duchowego.

To PIĘKNO jest elementem Dzieła Boga.

Rozumienie tego jest ważne! Przecież, jedynie nauczywszy się kochać Dzieło można pokochać też jego Stwórcę! Zresztą czy można być szczęśliwym bez tej szczerej miłości?

Przy czym miłość musi być koniecznie obopólną! Nie da szczęścia jedynie Jego miłość do mnie! Nie kochanymi trzeba pragnąć zostać, lecz kochającymi! Przy czym kochającymi nie egoistyczną parodią miłości (mam na myśli prymitywne osobiste pragnienia seksualne, które ludzie nieuduchowieni nazywają właśnie «miłością») — ale miłością nacechowaną pragnieniem OFIAROWANIA SIEBIE BOGU.

Miłość do Boga zaczyna się od pragnienia poznania Jego — najpierw tylko umysłem, a następnie też w całej pełni — tak, aby emocje mojej miłości łączyły się z Jego emocjami miłości! A zatem stopniowo przychodzi też pełnia Scalenia się z Nim — sobą jako świadomością, rozwiniętą w procesie Jego poszukiwania!

Bardzo ważne jest też posiadanie na tej Drodze przyjaciół o tych samych poglądach. O wiele łatwiej jest odczuwać szczęście swojej twórczej egzystencji — w grupie duchowej, wspólnocie, chociażby małej.

Moralnie zdrowy człowiek pozyskuje rozkosz z tego, że OFIARUJE swoja wiedzę, umiejętności, samego siebie — innym, starając się uczynić szczęśliwymi właśnie ich!

Właśnie przez ten proces ofiarowania i widzenia jego pozytywnych wyników staje się też szczęśliwy sam!

Co trzeba robić, aby odnaleźć dla siebie zacnych przyjaciół? — Trzeba jedynie zaoferować siebie: pokazać innym swoją przydatność! I niech każdy dzieli się z innymi tym, co sam potrafi, umie!

… Dla szczęścia jest ważne także — dobre zdrowie.

Ale od czego ono zależy?

Można usłyszeć, że nasze cierpienia i nieszczęścia zdarzają się dlatego, że… kiedyś zgrzeszyli Adam i Ewa… Ten niedobry wymysł określają nawet specjalnym pojęciem — «grzech pierworodny»… Proponuję rozpatrywać taki punkt widzenia, jako jawną oznakę słabego intelektu tych, kto w to wierzy, nie mówiąc już o tych, kto ją głosi…

Inni winią za swoje choroby złych lekarzy, zanieczyszczenie otaczającego środowiska albo tych, kto powoduje ich zdenerwowanie, niepokojenie się, przeżywanie stresów…

Tak jednak nie jest! Tylko sami jesteśmy winni naszych nieszczęść!

Trudno to dociera do ludzi, nie znających się na filozofii religijnej! Ale prawda polega na tym, że właśnie kochający nas Bóg — urządzając nam tego rodzaju problemy — wskazuje nam naszą nieadekwatność: nieadekwatność wobec tego, jakimi On pragnie nas widzieć!

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jeżeli wyrządzamy jakiekolwiek nieuzasadnione zło jakiejkolwiek istocie, — to tym samym programujemy analogiczne sytuacje również w swoim życiu, w swoim losie — teraz już roli ofiary. Nazywają to działaniem "prawa karmy» — prawa kształtowania losów. Właśnie w ten sposób Bóg uczy nas, abyśmy nie dokonywali złych uczynków, uczy współczucia do cudzego bólu — przez doświadczanie bólu własnego.

Przy czym «prawo karmy» obejmuje swoim oddziaływaniem ramy czasowe, wychodzące poza tylko jedno życie ziemskie… Oto dlaczego, w szczególności, rodzą się chore dzieci…

Ktoś może zapytać: Po co Jemu to wszystko? Po co jest Mu potrzebne, żebyśmy byli «dobrymi» — w Jego rozumieniu?

Szczegółowo rozpatrywaliśmy ten temat — temat sensu życia człowieka na Ziemi — w każdej z wydanych przez nas książek. Tym razem powiem bardzo krótko, że przecież jesteśmy cząstkami ewoluującej wszechświatowej Świadomości, zwanej Absolutem. Właśnie w naszych ciałach, również — zachodzi Ewolucja Absolutu! Dlatego właśnie jest dla Niego tak cenna każda dusza! Oto dlaczego On tak gorliwie obserwuje każdego i cały czas stara się trochę poprawić, pomóc każdemu — za wyjątkiem jedynie tych, kto dowiódł swojej zupełnej beznadziejności; takich On kieruje do piekła — «śmietnika» Ewolucji…

… A więc, żeby «wziąć swój los w swoje ręce», trzeba, po pierwsze, nauczyć się tych zasad, zgodnie z którymi proponuje nam żyć nasz Stwórca. On przekazał nam je przez Swoich Mesjaszy i proroków.

A żeby wykonywać te zasady, jest bardzo ważne nauczyć się kierować swoimi emocjami.

Trzeba nauczyć się żyć — niezależnie od okoliczności — w jasnych, czystych, subtelnych stanach emocjonalnych! W ten sposób będziemy pożądani przez przyjaciół, zapewnimy sobie zdrowie fizyczne i duchowe, w ten sposób miejscem naszego przebywania stanie, jako minimum, raj!

Natomiast ordynarne emocje typu gniewu, rozdrażnienia, zawiści, zazdrości i innych podobnych stanów — są nie tylko nieprzyjemne dla siebie samego oraz otoczenia, nie tylko rujnują zdrowie sobie i innym, ale też predestynują do życia w piekle po odcieleśnieniu!

Jak więc nauczyć się kierować swoimi emocjami? To zostało bardzo szczegółowo opowiedziane w naszych książkach i pokazane w naszych filmach. Teraz powiem tylko, że podstawą właściwego kształtowania swojej sfery emocjonalnej jest rozwój serca duchowego.

Serce duchowe, pierwotnie bazujące się w czakrze anahacie i właśnie z niej rozpoczynające swój wzrost, jest tym narządem bioenergetycznym, który produkuje subtelne pozytywne emocje.

Rozwijać właśnie je radzili nam Jezus Chrystus i inni Boscy Nauczyciele i prorocy!

Właśnie dzięki rozwojowi w sobie serca duchowego pozyskujemy zdrowie i prawdziwych przyjaciół, a także zbliżamy się pod względem stanu duszy do tego stanu, w którym bytuje Bóg — w aspekcie Ducha Świętego oraz w aspekcie Stwórcy!

Właśnie poprzez to Bóg staje się dla nas poznaną Realnością!

… Jako przykład — mogę podać siebie. Jestem absolutnie zdrowy, mimo to, że już kilka lat temu przekroczyłem granice 60 lat. Ponadto — moje ciało od jakiegoś czasu… młodnieje! Spójrzcie: ile lat moglibyście mu dać?… Czterdzieści? Czy może, nawet trzydzieści?

Kiedy ono miało 59, ostatni raz słyszałem opinię przechodni na ulicy: «Taki młody — a już z brodą!»…

Właśnie czuję się — młodym, rześkim — i dojrzałym! Przebywam też zawsze w zrównoważonym, czystym, spokojno-radosnym stanie!

Odzwyczaiłem się i już od dawna nie potrafię doświadczać gniewu, rozdrażnienia, zazdrości, smutku, niepokoju, strachu i tak dalej! Żyłem i żyję bez gniewu i pragnienia zemsty — nawet wobec tych, którzy pewnego razu całkiem umyślnie zabijali mnie, po czym przez pół roku ciężko umierałem i dwukrotnie zaznałem śmierci klinicznej. Nie doświadczam gniewu, strachu i pragnienia zemsty również wobec tych, którzy też w latach następnych grozili mi «kremacją na żywo» za moje książki — książki o Bogu, o szczęściu Jego poznania.

Co więcej, stałem się na tyle bliski Bogu, że swobodnie obcuje z Nim. I mogę napełniać Nim swoje ciało.

Czy chcemy też wszyscy żyć tak samo?

Wtedy pójdźmy tą zbadaną i utorowaną dla wszystkich chętnych Drogą!

* * *

Oto na takich miejscach można świetnie medytować, łącząc się z subtelnością porannego piękna przyrody i z subtelnością Duchów Świętych — naszych Boskich Nauczycieli oraz Realizatorów naszych losów…

Trzeba to obowiązkowo przyswajać, jeżeli postanowiliśmy podążać Drogą duchową, czyli Drogą doskonalenia siebie, Drogą miłości do Stworzenia i Stwórcy, Drogą poszukiwania Jego — Tego, Kogo koniecznie potrzebujemy odnaleźć i poznać!

Dlatego także trzeba czytać książki o Nim i o Drodze do Niego.

Liczni ludzie także w tym celu chodzą do świątyń, gdzie biorą udział w obrzędach. To też może pomóc z początku, jeśli tam nie zarazi się od ludzi zła ideologią nienawiści co, niestety, tak często się zdarza… Ogólnie rzecz biorąc, udział w nabożeństwach pomaga nowicjuszom oderwać swoją uwagę od obiektów świata materialnego…

A co dalej? — a dalej trzeba zrozumieć to, że w świątyniach Boga jest wcale nie więcej niż poza nimi. I że nie w tłumie ludzkim, nawet modlących się razem ludzi, a właśnie w sytuacji sam na sam z Bogiem, w odosobnieniu od tłumu, na łonie przyrody — można w najlepszy sposób poczuć błogie DOTKNIĘCIA Boga, zacząć SŁYSZEĆ Jego myśli, skierowane do mnie, potem nauczyć się też WIDZIEĆ Boskich nauczycieli-Duchów Świętych i OBEJMOWAĆ SIĘ z Nimi, wchodzić do Ich Ciał niematerialnych, ZLEWAJĄC SIĘ z Nimi…

… Co robi większość ludzi na łonie przyrody? Oni upijają się, wstrzykują sobie heroinę, zabijają i kaleczą żywe istoty, pozostawiają po sobie stosy zbitych butelek i innych śmieci, kalają CISZĘ przyrody rykiem radioodbiorników lub magnetofonów, drą się sami…

W ten sposób, oczywiście, można zbliżyć się nie do szczęścia poznania Boga, lecz do piekła…

… Ale dla poznania Boga, dla własnego doskonalenia — bardzo ważna jest CISZA WEWNĘTRZNA, której posiadanie pozwoli zaznać BŁOGOŚĆ SPOKOJU I CISZY, istniejących w Jego Domu…

Przy czym śpiew ptaków, szelest wilgotnej od rosy trzciny albo liści drzew — wcale temu nie przeszkadzają, ale tylko sprawiają, że CISZA ŚWITU staje się bardziej “nasycona", żywa emocjonalnie!

Jednak trzeba rozumieć, że tak pełnia odczuwania tego całego piękna, które może nam podarować przyroda, jak też możliwość poznania jej Stwórcy i Jego Przedstawicieli — Duchów Świętych — osiąga się tylko przez w należytej mierze przygotowanym duchowo adeptem. Przygotowywać się do tego trzeba tak w aspekcie intelektualno-etycznym, jak i przez oczyszczenie oraz rozwój struktur bioenergetycznych swojego organizmu — czakr i meridianów.


Poza tym na łonie przyrody można zbierać jej jadalne dary czyli jagody, grzyby i różne zioła. To wszystko można od razu używać do jedzenia oraz przygotowywać na zapas.

Na przykład, zamiast herbaty można zaparzać… po prostu zwykłe łąkowe różnogatunkowe zioła. Można je też nasuszyć sobie specjalnie dla zaparzania — na zimową połowę roku.

Przykładowo dla zaparzania zamiast herbaty można nasuszyć — miętę, wierzbówkę, jesienne liście porzeczki przed opadnięciem — kiedy już nie będą potrzebne roślinom. Albo jeżeli trafi się złamana przez wiatr brzoza — można nasuszyć też jej liści. Igliwie oraz młode szyszki z przewróconych drzew iglastych — też nadają się do tego celu! (Tylko nie należy pić zbyt «mocne» esencje z nich: nasze, ludzkie, żołądki nie są przyzwyczajone do wysokiego stężenia żywicy — w odróżnieniu od głuszca; to dla głuszców igliwie stanowi jedno z podstawowych rodzajów pożywienia).

Albo, na przykład — pokrzywa. Liczni ludzie jej nienawidzą za to, że ona “piecze”. Ale ona “piecze” właśnie dlatego, że ludzie jej nie spożywają! Przecież ona jest smaczna, gdy jest młoda, i posiada bardzo cenne właściwości lecznicze — stymuluje układ odpornościowy organizmu pomagając, między innymi, pozbywać się licznych niedomagań!

Można ją też suszyć na zimę — żeby potem zaparzać.

Ale można i w ten sposób: myjemy, kroimy, wkładamy do wrzątku, gotujemy około minuty i gdy trochę wystygnie — kładziemy na talerze polewając majonezem! Pychota!

Można w podobny sposób przygotowywać na zapas również podagrycznik i narecznicę samczą (Dryopteris filix-mas (L.) Schott). Można przygotować sobie «siana» na zimę nawet ze szczawika — i potem gotować z niego zupy. Można je dodawać do innych dań w postaci surowej — podobnie jak też dzięgiel, podbiał, a nawet dopiero co pojawiające się z ziemi pędy wierzbówki (później, gdy dorastają, stają się gorzkie).

Także konserwujemy na zapas z cukrem owoce runa leśnego: borówkę-brusznicę, żurawinę, malinę, czarną jagodę, łochynię — w postaci lekko ugotowanych konfitur.

Sami — zamiast pszczół — robimy miód z kwiatów czeremchy albo wiązówki (można także — z kwiatów mniszka). W jaki sposób? — Podpowiadam.

Trzeba nabrać kwiatostanów, napełnić nimi garnki, zalać letnią wodą (letnią — po to, żeby zdążyli wydostać się owady, które tam przypadkowo się znalazły), doprowadzić do wrzenia — i pozostawić do naciągnięcia na noc. Następnego dnia kwiaty wyciskamy i wyrzucamy i potem czekamy, aż ciesz się ustoi, można ją też przecedzić. Oczyszczoną ciecz rozlewamy do garnków wypełniając ich do dwóch trzecich części, doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy cukier — tak, żeby poziom cieczy podniósł się do górnej części garnka. Mieszamy, żeby dobrze rozpuszczał się cukier, znowu doprowadzamy do wrzenia i rozlewamy do uprzednio nagrzanych i potem sparzonych wewnątrz wrzątkiem słojów, zamykamy je pokrywkami hermetycznymi. Wychodzi aromatyczny, smaczny i bardzo pożyteczny miód produkcji własnej!

… Co dotyczy grzybów to żywimy się nimi w ciągu całego roku. W domu — kiszonymi (dokładniej zakwaszonymi) grzybami, w warunkach polowych — gdy nowe grzyby nie rosną — suszonymi. Suszone grzyby są lekkie wagowo, dlatego wygodnie je nosić w plecakach, a potem — gotować albo nawet piec w kociołku na ognisku.

Jak suszyć grzyby?

W tym celu trzeba mieć suszarkę do grzybów. Jeżeli suszymy na ognisku — suszarka może być składana, żeby łatwo było nosić w plecaku: przykładowo, z dwóch pasków zwykłej blachy dachowej.

Suszarka do grzybów powinna być z dnem: inaczej grzyby przesiąkną sadzą. Grzyby nasadzamy na rożna ze stalowego drutu.

Jadalne grzyby rosną praktycznie wszędzie: w tundrze i lasach, w górach i stepach. Są nie tylko smaczne, ale też stanowią wartościowe źródło białka. Potwierdzeniem tego jest nasze własne zdrowie; a przecież żywimy się właśnie w ten sposób już nie pierwsze dziesięć lat! Pozwala nam to nie tylko na przetrwanie w warunkach stałego deficytu finansowego, ale też BYĆ SZCZĘŚLIWYMI!

Grzyby można nawet smażyć wprost nad ogniskiem — na oczyszczonym z kory końcu pręcika. Grzyb trzeba najpierw nagrzać do tego stopnia, żeby z niego wystąpił sok. Wówczas trochę go posolimy: sól przylepi się do soku i nie spadnie. A dalej — trzeba jedynie dobrze ugotować grzyb w jego własnym sosie. Wychodzi — zadziwiający przysmak!

… A w tych porach roku, kiedy grzyby w lesie nie rosną, pieczemy na ognisku kanapki z serem. Jednak trzeba to robić nie na rożnach z pręcików, a na specjalnych drewnianych widelcach. Oczywiście, w tym celu w żadnym wypadku nie ścinamy żywych gałązek, a znajdujemy suche nie łamliwe. Spróbujcie! Zaznacie ogrom rozkoszy!

… Oto tak właśnie żyjemy — w «przewlekłym» PRAWDZIWYM szczęściu!

Dlaczego podkreślam słowo PRAWDZIWYM? — dlatego, że nie tylko przecież w szaszłykach z grzybów i pieczonych na ognisku kanapkach z serem tkwi SZCZĘŚCIE! Całe swoje życie trzeba doprowadzić do HARMONII Z BOGIEM. A właśnie, żyć:

— nie wyrządzając, w miarę możliwości, nikomu krzywdy,

— stale doskonaląc się duchowo,

— rozwijając się właśnie pod Jego kierownictwem,

— ofiarując innym to dobro, którym możemy się podzielić!

Życzę Państwu powodzenia na tej Drodze!

<<< >>>





 
Strona gіуwnaKsi№їkiArtukuіyFilmyFotogalerieWygaszacze ekranuNasze stronyLinkiO nasKontakt